Każdy mężczyzna jest kobietą!

Tak, każdy mężczyzna jest kobietą i ciężko temu zaprzeczyć biorąc pod uwagę fakt, że dziewięć miesięcy przed narodzinami każdy z nas spędza w łonie matki, czyli w ciele kobiety. Lecz ważniejsze wydaje się to, że każdy z nas czy to mężczyzna czy kobieta w okresie prenatalnym zanurzeni jesteśmy w całości w kobiecym świecie psychicznym. Czujemy to samo, jemy to samo, nawet śnimy podobnie. Właśnie to mam na myśli twierdząc, że każdy mężczyzna jest kobietą. Z racji przeżyć w jakich uczestniczy otrzymuje on duszę animy.

Takie właśnie było moje skojarzenie w dniu skończenia wspaniałej lektury jaką jest dzieło Lindy Schierse-Leonard „Córki i ojcowie w analizie jungowskiej” w przekładzie Roberta Palusińskiego. Książka zapewne swym tytułem do przeczytania w pierwszej kolejności zachęci kobiety choć uwierzcie, każdy porządny facet powinien ją przeczytać od deski do deski. Na przykład po to, aby lepiej radzić sobie w relacjach z kobietami, dlatego że dużo tam podpowiedzi o kobiecej naturze. Może być również świetną lekturą dla ojców, którzy pragną szczęścia swoich córek.

Uwielbiam czytać książki, których autorzy nie wstydzą się swoich przeżyć i piszą o nich bez ogródek. Pokazują, że tak samo jak my są zwykłymi ludźmi dotkniętymi wszelkimi dobrodziejstwami i przekleństwami tego świata. Tak właśnie pisze Linda Leonard. Pokazuje czytelnikowi na swoim, a więc żywym organizmie jaka typologia może występować w obrazie kobiecości, jaki ma ogromny wpływ na kształtowanie się życia i budowania związków z mężczyznami i jak ważne jest żeby te typy mogły funkcjonować w obszarze spójnej psyche. Autorka opisuje na przykład wieczną dziewczynę Puellę, Amazonkę i kilka innych, których już nie zdradzę, gdyż zakończenie zaskakuje.

Co dała mi ta książka? No cóż, odważę się napisać. Pierwszy dźwięk dzwonu bijącego wewnątrz wywołał łzy tak silne, że nawet sny ujawniały to, co jak myślę ta książka ma na celu.

Łzy, które pomagają nam pogodzić się z przeszłością choćby tą najokrutniejszą, nawet tą, która nie chce pozwolić żyć dalej. Przyjmując za dokonane to co za nami nie roszcząc zawiści do ojca czy matki. Tylko wtedy mamy szansę wyłuskać z takich obrazów drugą stronę medalu. Coś, czego nie widzieliśmy coś, czemu zaprzeczyliśmy, a co często sami czynimy wbrew sobie powtarzając wyparty schemat.

W rozdziale siódmym czytamy „istnieje pałac, który otwiera się wyłącznie dzięki łzom.” Tak! Bez ogródek, kilka pierwszych rozdziałów dało mi do myślenia. Potem jak zwykle przyszła refleksja oraz przekonanie, że to świetny materiał dla czytelnika płci męskiej, aby jak wcześniej wspomniałem zaznajomić się ze swoim światem psychicznym animy. Przecież żyjemy w świecie, w którym męskość wyparła całkowicie kobiecość ze swego wnętrza, wręcz wyrzuciła, wylała z kąpielą. Stąd mamy społeczeństwa autorytarne, falliczne, sztywne i bezuczuciowe. Wysoki procent samobójstw mężczyzn w wieku dojrzałym. Ten wpływ powoduje, że my mężczyźni szukamy w życiu tej „wyrzuconej kobiecości” w ideałach marketingowych partnerek, żon czy kochanek, nie mogąc dojść do ładu w tym temacie. Szukamy czegoś, co tak naprawdę od samego początku jest w nas i trzeba się z tym pogodzić. Wygląda na to, że właśnie to pogodzenie się ze swoją wrażliwością daną mężczyznom od matki jest największym wyzwaniem, gdyż otwarcie się na animę niesie ze sobą skutki cierpienia, lęku, niepewności, braku kontroli, ale tylko na początku. To raczej brama, przez którą należy przejść by móc w pełni kształtować siebie jako mężczyznę z krwi i kości. Nie opisuję jakiejś nadzwyczajnej prawdy, a jedynie wspominam, że tylko zjednoczenie animy i animusa może dać całość.

Drogie kobiety! Nie myślcie, że to dla nas takie łatwe. Ależ skąd! W tym wymiarze mamy po stokroć gorzej od Was. My musimy zaprzeczyć sobie w całości, czyli wyrzec się animy by zintrojektować animusa. Wygląda na to, że Wy macie jedynie zadanie kosmetyczne w tym zakresie, bo nie musicie zrzucać skóry. Teoretycznie oczywiście. Obiektywnie wiadomo, że każdy trud zawiera w sobie subiektywne odczucia i dla każdego cierpienie może być inne. Chciałem jedynie napomknąć o różnicach między nami.

Świat animy jest trudny do zrozumienia, a właściwie niemożliwy. To świat, który można jedynie zobaczyć wewnętrznym wzrokiem, zbudowany z emocji, których siła jest ogromna. Tam rozum zawodzi. Przychodzi mi jedynie takie porównanie, które zaczerpnąłem z filozofii. Jeśli Kosmos jest Ojcem, to Matką jest Ziemią. Ziemia (kobieta, matka, rodzicielka) na której istnieje życie, która ma swe wichury, ulewy, zamarza zimą by móc obudzić się na wiosnę, świeci pięknym słońcem i daje ciepło, ale też koi nocą. Tak, to zdecydowanie książka o uczuciach i emocjach. Długo mógłbym pisać na temat tego co podarowała mi autorka, Linda Leonard. Podsumuję krótko: to lektura obowiązkowa, ukazująca na pierwszy rzut oka relacje córka-ojciec, a jeśli głębiej się zastanowić to ukazuje też relację pomiędzy naszymi wewnętrznymi światami animy i animusa. Rzuca również wyzwanie światu związane z odkrywaniem i nazywaniem na nowo przejawów kobiecości.